Strona główna

Kair




Przez centrum nie przejdziesz nie ocierając się o śmierć. Najpierw próbujesz czekać, szukasz świateł, zebry, schodów, czegokolwiek. Dopiero decyzja że trudno, najwyżej zginiesz pod kołami - prowadzi cię na druga stronę. Cywilizacja niemieckich kierowców nie przyjęła się.

Trzeciego dnia przyzwyczajasz oczy, oddechem uczysz się łapać cząstki tlenu spomiędzy ołowianych chmur taniego paliwa. Potem gryzie cię egipski robak wędrując brzuchem: zostawia ślad na każdym centymetrze wędrówki. Twoja skóra go nie zna i goi się długo.

Dopóki słońce górą, ciepło owija się dookoła barków, ale potem, kiedy zajdzie, albo tylko schowa, szybko kupujesz ciepły ogromny szal. Kupujesz trzy szale, są piękne, możesz je rozdać po powrocie.

Do Kairu koptyjskich kościołów jedziesz jedyną linią metra w Afryce. Jedziesz przed zmierzchem, gdy się wyludnia, czerwony- zielony marmur kościołów matowieje i opuszcza tajemnicę. Tego wieczoru miejscowemu rodzi się dziecko, które nazywa twoim imieniem.

Wchodzisz do metra mimo ciemności dookoła albo wracasz nad Nil taksówką, jeśli nie w smak ci jest ciemność albo metro.

Nad ranem, na szybie z prawej strony zasypiam. Całe miasto umarłych jest za mną. Sfinks parzy moją pamięć i kole złamanym nosem. Kair.












njork 2006-02-08 22:09:18
skomentuj (2)